Przejdź do głównej zawartości

Kampania Kosmetyków Neutrogeny dla Streetcom-relacja z udziału

Idealne na lato



Zastanawiałaś się kiedyś jakby to było, gdyby ktoś stworzył kosmetyk, który będzie nawadniał skórę tak idealnie jak woda? A może masz ochotę zmienić swoją dotychczasową pielęgnację na coś innowacyjnego, nowego i tak odmiennego, że używanie tego byłoby dla Ciebie nowym doznaniem pielęgnacyjnym? Ja czasami mam ochotę na coś innego niż zwykły balsam czy krem. Coś co odmieniłoby mój codzienny rytuał, który nie ukrywam, stał się trochę nudny. Gdy dostałam ze Streetcom potwierdzenie adresu do kampanii nowych kosmetyków Neutrogeny ucieszyłam się, bo dawno nic nie testowałam na tym portalu. Dokładnie rok minął od ostatniej kampanii i już myślałam, że marne szanse na kolejną. Ale któregoś dnia dostałam mail informujący, że witają mnie w nowej kampanii kosmetyków marki Neutrogena HydroBoost. Nie znałam ich i nawet nie specjalnie doczytałam co to ma być. Jak przyjdą, to przetestuję i napiszę opinię pomyślałam. Co się zmieniło od tego czasu? Czy kosmetyki Neutrogena okazały się warte mojej uwagi? A może nigdy więcej po nie nie sięgnę? Zapraszam Was na moją relację z kampanii Streetcom dla marki Neutrogena z serii HydroBoost.




Markę Neutrogena znam nie od dziś. Jej kremy i balsamy zawsze sprawdzały się u mnie w zimie, gdy moja skóra potrzebowała ukojenia, odżywiania i regeneracji. W tym okresie bowiem lubi ona się mocno przesuszać, a nawet pękać (oprócz skóry twarzy, bo ta jest mieszana/trądzikowa). Kosmetyki Neutrogeny były zawsze kremowym opatrunkiem, który działał na spierzchnięte usta czy dłonie lub mocno wysuszoną skórę reszty ciała. Ale to zawsze z zimą kojarzyłam te kosmetyki i nie bardzo wiedziałam czego spodziewać się po produktach, które miałam testować. Gdy przyjechała paczka Ambasadorki czym prędzej więc zabrałam się za sprawdzanie co dostałam. W przesyłce znalazłam krem do twarzy i balsam do ciała dla mnie do przetestowania i po 15 próbek balsamu i kremu dla przyjaciółek i znajomych. Kosmetyki testowałam codziennie przez cały okres kampanii. Odbyłam bardzo dużo rozmów z koleżankami i przyjaciółkami o kosmetykach Neutrogeny. Wypełniłam także wszystkie zadania i pisałam raporty, bo to ważne by być zaangażowaną Ambasadorką. Chciałabym Wam teraz opowiedzieć o kosmetykach Neutrogeny z jej nowej serii HydroBoost, które miałam przyjemność przetestować.


Żelowy balsam do ciała Neutrogena HydroBoost.




To pierwszy kosmetyk z serii HydroBoost, który miałam przyjemność przetestować. Prosta smukła butelka utrzymana w niebieskiej kolorystyce, czyli opakowanie nie wyróżniające się szczególnie na półce sklepowej. Kosmetyki marki Neutrogena mają to do siebie, że charakteryzuje je prostota opakowania i w tym przypadku również tak jest. Butelka, którą ja mam ma pojemność 250 ml, ale można kupić także większą o pojemności 400 ml. Lubię gdy producent daje nam taki wybór. Buteleczka balsamu ma coś, co ja uwielbiam w kosmetykach do pielęgnacji ciała, czy kremach do rąk. Jest to pompka. Nie ma lepszej formy dozowania kosmetyku niż butelka z wygodną pompką, dzięki której dozujemy dokładnie taką ilość kosmetyku, która jest nam potrzebna w danej chwili. Pompka ma również fajną funkcję blokady, więc śmiało możemy ją delikatnie przekręcić, aż usłyszymy klik. Wtedy nasz ulubiony balsam może być zawsze z nami, wtedy gdy go potrzebujemy, a wrzucony do torby czy walizki nie wyleje się. Pierwsza aplikacja balsamu to było dla mnie bardzo duże zaskoczenie, bowiem balsam ma żelową formułę. Nigdy wcześniej nie używałam takich kosmetyków i ochoczo wzięłam się za testy. Pierwsze co mnie rozkochało w tym kosmetyku to zapach. Nie jestem w stanie opisać go słowami tak byście poczuli to co ja. Mogę porównać go do świeżej morskiej bryzy, która otula ciało rozpieszczając je. Trochę metaforyczne, ale zapach jest przepiękny. Perfumowany, a mimo to lekki. Nie duszący, nie sztuczny. Obiecuje moc nawodnienia i relaks dla skóry. Jego woń na mojej skórze sprawia mi dużą przyjemność. Jak dla mnie jednak trochę za krótko utrzymuje się na ciele. Jeśli chodzi o działanie balsamu, to bardzo dobrze nawadnia on skórę. Żelowa formuła pokrywa moje ciało nawadniającą warstwą. Po jego aplikacji czuję się jakbym przed chwilą wyszła spod prysznica. Moja skóra jest lekko wilgotna- takie odczuwam wrażenie, ale nie czuję by była mokra w dotyku. Tak działa kwas hialuronowy zawarty w balsamie, który ma zdolność do zatrzymania wody w ilości tysiącokrotnie przewyższającej jego wagę. Kwas hialuronowy w tym kosmetyku chroni barierę naskórkową oraz stopniowo uwalnia składniki nawilżające wtedy, kiedy moja skóra tego potrzebuje. Niesamowite to jest i cieszę, że mogłam doświadczyć działania tego kwasu na własnej skórze. Moja skóra po użyciu balsamu jest miękka, gładka i bardzo mocno nawodniona. Latem niestety moja skóra bardzo często wysycha, a przy wysokich temperaturach stosowanie balsamów jest...no cóż...sami wiecie, dość kłopotliwe. Zaraz jestem cała spocona, a problem suchej skóry nie znika. Tu jest inaczej. Lekka formuła sprawia, że balsam w mig się wchłania, ale zostawia na skórze delikatną warstwę przyjemnej chłodzącej skórę wilgoci. Co ciekawsze, gdy dotkniemy skóry, to jest ona satynowo miękka, ale nie mokra. Także nawet przy dużych upałach możemy właściwie pielęgnować naszą skórę bez obciążenia jej. Dla mnie ten balsam to przełom w pielęgnacji spragnionej skóry, która woła o pomoc...

Nawadniający żel do cery mieszanej i normalnej Neutrogena HydroBoost.




Nawadniający żel do twarzy, to drugi kosmetyk z linii HydroBoost, który miałam przyjemność używać. Moja skóra twarzy jest bardzo wymagająca. Od 8 lat mam trądzik, a wszelkie formy leczenia go...no cóż...nie powiodły się. Kiedyś było przekonanie, że skórę trądzikową należy wysuszyć. Nawet moja mama mówiła, że najlepsze lekarstwo na "krosty " to spirytus. To absolutnie nie prawda. Skóra trądzikowa potrzebuje nawilżenia i ukojenia. I wbrew pozorom taka skóra wcale nie musi być tłusta, a może być odwodniona i to właśnie nawodnienia jej brakuje, by poprawić jej stan. Nawadniający żel do twarzy, to kosmetyk do skóry mieszanej, a ja taką mam i postanowiłam sprawdzić czy poradzi sobie z humorami mojej skóry. Kosmetyk zapakowany jest w mały plastikowy słoiczek z nakrętką. Całość zamknięta jest w kartonik. Pierwsze wrażenie po otwarciu słoiczka? Cudowny zapach. Lekki, delikatnie perfumowany, obiecujący świeżość. Morska bryza. To odpowiednie określenie dla tego zapachu. Bardzo cieszę się, że żel ma taki sam zapach jak balsam z tej serii, bo naprawdę producent się postarał z tym zapachem. Co do samego kremu to ma bardzo lekką żeliwa formułę, która pokrywa skórę delikatna warstewką wilgoci, choć skóra w dotyku jest sucha. Niesamowite uczucie. Żel bardzo szybko się wchłania i pozostawia skórę satynowo- gładką. Z jednej strony mocno nawodniona, a z drugiej matowa, satynowa gładka. Zawarty w żelu kwas hialuronowy czyni cuda, inaczej nie mogę tego określić. Krem stosowałam codziennie rano i wieczorem. I wbrew pozorom moja skóra nie przetłuszczała się bardziej. Żel świetnie koi podrażnienia. Powiem Wam, że któregoś dnia trochę przesadziłam ze spacerami na słońcu i piekła mnie buzia. Miałam też zaczerwienioną skórę twarzy. Nałożyłam żel i uwierzcie mi, że to był bardzo dobry pomysł. Do wieczora po mojej słonecznej przygodzie nie było śladu. Moja skóra bardzo dobrze reaguje na żel Neutrogena mimo moich problemów z trądzikiem. Stan mojej skóry nie pogorszył, się a ja mogę powiedzieć krótko: znalazłam fajny, lekki, żelowy krem ma lato. PS żel można stosować również pod makijaż, co jest bardzo dużym plusem dla niego.


Jak widzicie, dobrze jest brać udział w akcja testerskich, bo dzięki temu można odkryć prawdziwe kosmetyczne cuda. W tym przypadku zdecydowanie kosmetyki z serii Hydroboost można zaliczyć do kategorii cudów kosmetycznych. Bardzo podoba mi się w nich żelowa formuła i przepiękny zapach. Oj, ten zapach to Neutrogenie się udał, oj udał. Jest świetny. 

Kampanie Streetcom to także zadania dla Ambasadorów. Lubię je, gdyż zmuszają mój umysł do intensywnego myślenia a wyobraźnia przy nich też nie odpoczywa. Zazwyczaj zadaniami są zdjęcia, a ja lubię podchodzić do nich jak do wyzwania. Zdjęcia nie mogą być byle jakie. Mają być kreatywne, a ich robienie i tworzenia ma sprawiać mi dużo radości. 

Zdjęcia które wykonałam na potrzeby kampanii możecie zobaczyć poniżej. 


Zadanie 1: Pokaż, co dostałaś w prezencie od marki NEUTROGENA®




Zadanie 2 :Pokaż swój codzienny rytuał nawadniania z NEUTROGENA® Hydro Boost®




Zadanie 3: Zrób selfie z NEUTROGENA® Hydro Boost®




Pokaż, jak NEUTROGENA® poprawia Tobie nastrój





Zadanie 4: Kobiece spotkania z NEUTROGENA® Hydro Boost®




Kampanię uważam za bardzo udaną, a kosmetyki, które miałam możliwość testować są świetną propozycją, dla osób, które od kosmetyków do pielęgnacji twarzy i ciała oczekują czegoś więcej. Przy wypełnianiu zadań bawiłam się świetnie. Raporty pisałam z czystą przyjemnością, bowiem wszystkim zawartość próbek bardzo przypadła mi do gustu. Szczerze mówiąc to nie liczyłam na to, że komuś kosmetyki nie będę odpowiadać. Naeutrogena ma dobre produkty, a seria HydroBoost jest jak dla mnie prawdziwą perełką




Znacie kosmetyki Hydroboost od Neutrogeny ?








Komentarze

  1. O marce słyszałam, ale tych produktów nie testowałam. Jednak chyba czas najwyższy! Piękne zdjęcia. Świetnie wyglądają.

    http://sar-shy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są super, ale mają jedną wadę - szybko się kończą:(

      Usuń
  2. Mi niestety nie udało się dostać do tej kampanii, zazdroszczę trochę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny pomysł na zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. nigdy nie używałam produktów tej marki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Swietny zestaw Ci się trafił. Też bym chętnie przetesowala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, kosmetyki są super. Szczególnie balsam do ciała. Już mam drugie opakowanie, tak mi się spodobał.

      Usuń
  6. Super ,że udało Ci się w tej kampanii , zestaw świetny sama bym chętnie przetestowała :) Pozdrawiam 😊
    https://patrycjakoziol55.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny zestaw. Uwielbiam tą firmę, dlatego gratuluję Ci :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie znam tej serii, ale gratuluję udziału w kampanii. Super zdjęcia 👍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobają. Bardzo się starałam, by fajnie wyszły.

      Usuń
  9. Wow jaki super zestaw , aż bym wypróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam. Maja tak cudowny zapach, że potem ciężko jest wypróbować coś innego, bo się tak tęskni za tym zapachem.

      Usuń
  10. U mnie także sprawdziły się, absolutnie zapach pokochałam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Odpowiedzi
    1. Dobra recenzja musi być długa. Nie lubię takich po 3 zdania. Dla mnie nic nie wnoszą:)

      Usuń
  12. Markę znam bardzo dobrze i jeszcze nigdy nie zawiodłam się na ich kosmetykach :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zdjęcia, które zrobiłaś dla kampanii są bardzo ładne :) A same kosmetyki bardzo mnie zainteresesowały, lubię takie żelowe formuły, szczególnie do ciała, choć krem też wydaje się ciekawy. Myślę, że się na nie skuszę w najbliższym czasie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nigdy nie używałam kosmetyków Neutrogeny, ale cały zestaw wygląda fajnie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Powiem szczerze, że ostatnio jestem zakochana w produktach neutrogeny :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję Ci za odwiedzenie mojego bloga i każdy pozostawiony przez Ciebie komentarz. Motywuje mnie to działania.

Komentując post wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych, które odbywa się na podstawie zgody użytkownika na przetwarzanie danych osobowych (art. 6 ust. 1 lit a RODO z dn. 25.05.2018)

Popularne posty z tego bloga

Zestaw kosmetyków Nature Box z olejem z awokado- recenzja

Klub Recenzentki portalu wizaz.pl to miejsce, które bardzo lubię odwiedzać ze względu na ciekawe propozycje testów kosmetyków. Często bowiem można tam się zgłosić do testowania czegoś innego, niż znane nam dotychczas marki kosmetyczne. Tak właśnie było w przypadku kosmetyków Nature Box. Przeczytałam w ankiecie zgłoszeniowej, że kosmetyki te mają w swoim składzie aż do 98% składników pochodzenia naturalnego (% zależy od poszczególnych produktów i może się między nimi różnić). Nauczona pozytywnymi doświadczeniami, z innymi kosmetykami o podobnym składzie postanowiłam skorzystać z zaproszenia i zgłosiłam się do ich przetestowania. Bardzo zaintrygował mnie również fakt, że kosmetyki posiadają w swoim składzie 100% tłoczone na zimno oleje, a nie zawierają silikonów, siarczanów, parabenów i sztucznych barwników. Są odpowiednie dla Vegan, a ich opakowanie wykonane jest w 25% z plastiku z recyklingu. O ile veganką nie jestem, to w moim domu bardzo skrupulatnie segregujemy śmieci. Ja nawet ta…

Garnier Fructis Hair Food Macadamia -recenzja

Nakarm swoje włosy z nowym Fructis Hair Food


HAIR FOOD ODKRYJ NOWY SPOSÓB ODŻYWIANIA GŁODNYCH WŁOSÓW!

Czy są takie chwile w pielęgnacji Twoich włosów, kiedy nic na nie nie działa. Robisz wszystko by wyglądały dobrze, ale w pewnym momencie rozkładasz ręce, bo zrobiłaś już wszystko, a efektu brak. Która z nas tak nie miała? Nie znam takiej szczęściary. Moje włosy na pewno w pielęgnacji są straszne i są takie chwile, gdy nożyczki już leżą na blacie, a moja ręka zbliża się do nich w jednym celu....
Obciąć czy nie obciąć? Oto jest pytanie. Nic nie obcinamy, tylko szukamy przyczyny tego, że Twoje włosy nie mają humoru. A może są głodne? Tak dobrze słyszałaś, głodne? Może już czas je nakarmić? Czym? Mam dla Ciebie coś fajnego.... Czytaj dalej, a się dowiesz....


Fructis Hair Food to nowa linia masek do włosów od marki Garnier. Te kosmetyki wypełnione są aż w 98 % składnikami pochodzenia naturalnego. A pozostałe 2% ? Oferuje przyjemność stosowania i wysoką trwałość formuł. Maski zawierają w…

Serum botaniczne przeciw rozstępom Organic Life.

Witajcie! 
Chciałabym Wam opowiedzieć dziś o czymś, co jest dla mnie bardzo niewygodną sprawą jeśli chodzi o moje ciało. A są to rozstępy. Mam ich wiele i pokrywają one dość dużą część mojego ciała. Mam do nich dużą skłonność i pojawiły się gdy byłam jeszcze bardzo młodą dziewczyną. Taka moja uroda i był taki czas, że się do nich przyzwyczaiłam. Ale gdy zaszłam w ciążę, wiedziałam, że będzie ich dużo więcej. W ciąży przytyłam 17 kg i duża część tej wagi poszła w brzuch. Około 6 miesiąca ciąży zaczęły pojawiać mi się na dole brzucha ciemne pręgi i choć smarowałam skórę czym się da, nie udało mi się ich uniknąć. O ile w ciąży gdy skóra była napięta nie wyglądało to jeszcze jakoś tragicznie, to gdy brzuch zmalał po porodzie okazało się, że jest źle. Rozstępy były duże, grube, o bardzo nierównej powierzchni i do tego w bardzo ciemnym kolorze. Te, które mam na ciele zawsze były białe, więc gdy pojawiły się ciemne nie czułam się z tym dobrze. Do pełni nieszczęścia doszła bardzo duża blizna …